Pogoda za oknem piękna, skwar leje się z nieba. U nas wśród zieleni i lasów ten upał nie jest tak bardzo odczuwalny, zwłaszcza że koło domu rosną duże cieniste drzewa. Współczuję wszystkim tym, którzy muszą pracować na dworze czy przemieszczać się komunikacją miejską. Pamiętam jaka to przyjemność w takie dni!
Na drutach mimo upału dużo się dzieje, ale brak chęci na wdziewanie na siebie grubych sweterków, więc na sesję zdjęciową projektów trzeba będzie poczekać na chłodniejsze dni.
W tym roku niesamowicie obrodziły wsiowe warzywa w ogródku teściowej więc na poprawę humoru i w celu odpędzenia złych myśli po niepokojących wieściach u gineka (leżymy i odpoczywamy na L4) nazbierałam michę jabłek i marchewek i takie pomarańczowe pyszności sobie przygotowałam (mojemu ślubnemu też, żeby nie było, że już przed pojawieniem się na świecie małego jest przeze mnie zaniedbywany) przygotowałam. Naturalny, orzeźwiający, pyszny soczek bez dodatku cukru.
Po raz kolejny doceniam zalety wsiowego życia, chociaż rok temu sama sobie nie wierzyłam, że zgodziłam się na opuszczenie miasta i taką życiową rewolucję.
środa, 24 sierpnia 2011
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Nowe motki
Dziś przyjechało zamówienie z e-dziewiarki
Włóczka Angora Gold BD 3015 Alize - dla mnie pierwszy kontakt z tą włóczką, ale już bardzo mi się spodobała, jestem tylko strasznie ciekawa jak będą się układały kolorki. Założenie co do niej jest proste - zupełnie prościutki sweterek robiony od góry z golfem. Tylko nie do końca wiem czy to jest dobry moment na robienie "całych", nie rozpinanych swetrów - moje proporcje się zmieniają, talia znacznie się zaokrągliła i nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało po. Ale wątpliwości, wątpliwościami a i tak coś mi mówi, że nie wytrzymam i zacznę coś z niej dłubać.
Druga włóczka to kompletne zaskoczenie - Rainbow Alize, spodobał mi się sposób w jaki układają się kolory, no i zaintrygowała wielkość motka. Ale zaskoczyłam się gdy paczka przyjechała, bo okazało się, że nie doczytałam informacji, że to włóczka typu boucle. Generalnie zawsze stroniłam od takich włóczek i na chwilę obecną nie mam pomysłu co z niej zrobię. Ale spokojnie - długo nie będzie leżeć samotnie w koszu.
Sweter dla mojej rodzicielki o którym pisałam tu tak bardzo spodobał się rodzicielce mojej rodzicielce, że zażyczyła sobie taki sam. No może za dużo powiedziane że taki sam, bo babcia określiła konkretne wytyczne - absolutnie nie może gryźć, musi być grzejący, jednokolorowy, ale w kolorach innych niż czarny, biały, w szarym też jej nie do twarzy, ponadto włóczka musi być dla alergików czyli zaczęłam intensywne poszukiwania w necie. Okazało się, że nie muszę daleko szukać, bo mój kocyk dla dzieciątka jest z takiej właśnie włóczki, więc wybrałam brązowy kolor i zaczęłam przerabiać. Żeby powstało grube swetrzysko robię z dwóch nitek Jeans YarnArt. Swetrzysko ma być "jak najszybciej, bo wieczory są już chłodne".
Niestety teraz nastąpi pauza, bo zasoby własne się wyczerpały i trzeba poczekać na paczuszkę z e-dziewiarki.
Włóczka Angora Gold BD 3015 Alize - dla mnie pierwszy kontakt z tą włóczką, ale już bardzo mi się spodobała, jestem tylko strasznie ciekawa jak będą się układały kolorki. Założenie co do niej jest proste - zupełnie prościutki sweterek robiony od góry z golfem. Tylko nie do końca wiem czy to jest dobry moment na robienie "całych", nie rozpinanych swetrów - moje proporcje się zmieniają, talia znacznie się zaokrągliła i nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało po. Ale wątpliwości, wątpliwościami a i tak coś mi mówi, że nie wytrzymam i zacznę coś z niej dłubać.
Druga włóczka to kompletne zaskoczenie - Rainbow Alize, spodobał mi się sposób w jaki układają się kolory, no i zaintrygowała wielkość motka. Ale zaskoczyłam się gdy paczka przyjechała, bo okazało się, że nie doczytałam informacji, że to włóczka typu boucle. Generalnie zawsze stroniłam od takich włóczek i na chwilę obecną nie mam pomysłu co z niej zrobię. Ale spokojnie - długo nie będzie leżeć samotnie w koszu.
Sweter dla mojej rodzicielki o którym pisałam tu tak bardzo spodobał się rodzicielce mojej rodzicielce, że zażyczyła sobie taki sam. No może za dużo powiedziane że taki sam, bo babcia określiła konkretne wytyczne - absolutnie nie może gryźć, musi być grzejący, jednokolorowy, ale w kolorach innych niż czarny, biały, w szarym też jej nie do twarzy, ponadto włóczka musi być dla alergików czyli zaczęłam intensywne poszukiwania w necie. Okazało się, że nie muszę daleko szukać, bo mój kocyk dla dzieciątka jest z takiej właśnie włóczki, więc wybrałam brązowy kolor i zaczęłam przerabiać. Żeby powstało grube swetrzysko robię z dwóch nitek Jeans YarnArt. Swetrzysko ma być "jak najszybciej, bo wieczory są już chłodne".
Niestety teraz nastąpi pauza, bo zasoby własne się wyczerpały i trzeba poczekać na paczuszkę z e-dziewiarki.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Szare swetrzysko
Swetrzysko skończone, mała sesyjka zrobiona, ale już siedzi z powrotem na drutach - wydawało mi się, że wszystko jest oki, długości odpowiednie, szerokości dopasowane, więc przyszyłam guziki, zszyłam rękawy i.... podczas pstrykania zdjęć okazało się, że rękawy "podchodzą" do góry i są za krótkie o jakieś 2cm. Więc jeden już poprawiony, a drugi na drutach. Znowu kolejny powód dla którego polubiłam robienie swetrów "od góry" - zawsze można zmodyfikować długość i szerokość rękawów, wydłużyć lub skrócić sweterek bez wielkiego prucia.
Krótka sesja - wciąż próbuję się dogadać z aparatem w kwestii samowyzwalacza. Początkowo wydawało mi się, że sweterek będzie się nadawał tylko do noszenia szczelnie pozapinany do samej góry, ale okazuje się, że rozpięty też prezentuje się całkiem, całkiem i do tego ile tu miejsca na brzuch.
Swetrzysko dla rodzicielki bardzo się wcześniej wspomnianej spodobało i już złożyła nieśmiałe zamówienie na kolejny - tu muszę dodać, że wcześniej nigdy nie robiłam rzeczy "dla kogoś", zawsze tylko były to rzeczy dla mnie. Było to spowodowane pewnie tym że nigdy nie robię z gotowych wzorów, zawsze kombinuję na bieżąco, nieustannie przymierzając i korygując dzianinę na bieżąco. Ale moja muti stwierdziła, że jest idealny, więc może się "przełamię"!
Krótka sesja - wciąż próbuję się dogadać z aparatem w kwestii samowyzwalacza. Początkowo wydawało mi się, że sweterek będzie się nadawał tylko do noszenia szczelnie pozapinany do samej góry, ale okazuje się, że rozpięty też prezentuje się całkiem, całkiem i do tego ile tu miejsca na brzuch.
Swetrzysko dla rodzicielki bardzo się wcześniej wspomnianej spodobało i już złożyła nieśmiałe zamówienie na kolejny - tu muszę dodać, że wcześniej nigdy nie robiłam rzeczy "dla kogoś", zawsze tylko były to rzeczy dla mnie. Było to spowodowane pewnie tym że nigdy nie robię z gotowych wzorów, zawsze kombinuję na bieżąco, nieustannie przymierzając i korygując dzianinę na bieżąco. Ale moja muti stwierdziła, że jest idealny, więc może się "przełamię"!
niedziela, 14 sierpnia 2011
O nowoodkrytej technice
Wczoraj wieczorkiem jakoś nie chciało mi się już machać drutami (typowy przejaw lenistwa "moja panno") i zaczęłam buszować w necie w poszukiwaniu "czegoś nowego". I znalazłam - jak dla mnie całkiem nowy i w dodatku rewelacyjny sposób zszywania dzianiny, znaleziony w idealnym czasie-czeka mnie zszywanie grubego swetrzyska. Do tej pory wszystkie rękawy, a raczej ich szwy były ich piętą Achillesową - jakoś nie trafiłam nigdy na estetyczny sposób zszywania.
Dla większości z Was pewnie taki sposób zszywania dzianiny to chleb powszedni, ale dla mnie to rewelacyjne nowum. Znaleziony u knittinghelp i od razu rączkom zachciało się zrobić próbkę.
Myślałam, że będzie bardzo czasochłonna, a tym czasem okazuje się że efekt rewelacyjny (nie wierzyłabym, że można się tak cieszyć z tak banalnych spraw jak wygląd szwu) i generalnie stosunkowo szybki.
Kończę szaro-grube swetrzysko, zostało już tylko zszycie rękawów (nową techniką, a jakże) i guziczki i tadaaaa. Wieczorkiem wrzucę zdjęcia.
Dla większości z Was pewnie taki sposób zszywania dzianiny to chleb powszedni, ale dla mnie to rewelacyjne nowum. Znaleziony u knittinghelp i od razu rączkom zachciało się zrobić próbkę.
Myślałam, że będzie bardzo czasochłonna, a tym czasem okazuje się że efekt rewelacyjny (nie wierzyłabym, że można się tak cieszyć z tak banalnych spraw jak wygląd szwu) i generalnie stosunkowo szybki.
Kończę szaro-grube swetrzysko, zostało już tylko zszycie rękawów (nową techniką, a jakże) i guziczki i tadaaaa. Wieczorkiem wrzucę zdjęcia.
sobota, 6 sierpnia 2011
Dzieje się
Ostatnimi czasy dużo się dzieje - przyjechał brat z żoną i moją roczną chrześnicą. Wiele się dzieje - chłopaki ocieplają nasz nowy domek, dziewczyny spacerują, bo pogoda piękna a ja niestety leżę w łóżku - po poprzedniej wizycie kontrolnej okazało się, że ginekologowi nie podoba się mój twardniejący brzuch - dostałam tabletki po których mogły wystąpić ostre skutki uboczne. Ale ja oczywiście stwierdziłam, że mnie to pewnie nie będzie dotyczyć, bo ja twarda baba jestem i jak najdalej od L4. Niestety jakże baaaaaaardzo się pomyliłam w tym przypadku - pierwszego dnia po rozpoczęciu przyjmowania leków, rano tabletki, do pracy a po dwóch godzinach mój M musiał przyjechać po mnie, bo czułam się straszliwie, drżały mi ręce, kołatało serce i bałam się że nie dojadę do domu. Wzięłam dwa dni urlopu i przeleżałam całe w łóżku - po paru dniach podobno organizm ma się przyzwyczaić do leków więc po weekendzie wracam do pracy. Ale już wiem, że będę musiała poważnie przemyśleć temat pójścia na L4 - w pracy mam dużo stresów i dużo chodzenia, a jak dowiedziałam się ostatnio mój brzuch tego bardzo nie lubi. Dla mnie ciąża to nie choroba i zawsze myślałam że będę pracować do 8 miesiąca, ale widzę, że będę musiała zweryfikować to myślenie.
Mój brzuch leżał grzecznie w łóżeczku, ale rączki nie próżnowały - skończyłam w końcu swetrzysko dla mamy (na mnie wygląda śmiesznie bo są zdecydowanie za krótkie rękawy, ale dla mamy będzie jak ulał - niestety zdjęcia źle doświetlone ale jakoś nie miałam cierpliwości do wielu ujęć)
Swetrzysko zgodnie z zamówieniem rodzicielki miało być duże, zakładane, bezguzikowe, wiązane w pasie - takie właśnie jest. Do tego jest dość ciepłe, zamaszyste, bo robiłam podwójną nitką z Dalii, drutami 4,0mm. Zużyłam 8 motków, ale swetrzysko ma rozmiar 44/46. Mama jeszcze nie widziała, ale mam nadzieję, że się spodoba, jak nie to będzie miała grube swetrzysko do otulania się zimą podczas czytania książek w fotelu.
Zdecydowanie posunęło się moje szaro-grube swetrzysko - mam "już" 1,5 rękawa + pól przodu i tyłu.
Ha, ha, ha........Dopiero teraz zauważyłam, że w jak się przyczepię do jakiegoś wzoru to z uporem "drutomaniaka" sięgam często nie zawsze świadomie po ten sam wzór - tak było w dwóch powyższych sweterkach - w obu ten sam warkocz.
Też tak macie???
Mój brzuch leżał grzecznie w łóżeczku, ale rączki nie próżnowały - skończyłam w końcu swetrzysko dla mamy (na mnie wygląda śmiesznie bo są zdecydowanie za krótkie rękawy, ale dla mamy będzie jak ulał - niestety zdjęcia źle doświetlone ale jakoś nie miałam cierpliwości do wielu ujęć)
Swetrzysko zgodnie z zamówieniem rodzicielki miało być duże, zakładane, bezguzikowe, wiązane w pasie - takie właśnie jest. Do tego jest dość ciepłe, zamaszyste, bo robiłam podwójną nitką z Dalii, drutami 4,0mm. Zużyłam 8 motków, ale swetrzysko ma rozmiar 44/46. Mama jeszcze nie widziała, ale mam nadzieję, że się spodoba, jak nie to będzie miała grube swetrzysko do otulania się zimą podczas czytania książek w fotelu.
Zdecydowanie posunęło się moje szaro-grube swetrzysko - mam "już" 1,5 rękawa + pól przodu i tyłu.
Ha, ha, ha........Dopiero teraz zauważyłam, że w jak się przyczepię do jakiegoś wzoru to z uporem "drutomaniaka" sięgam często nie zawsze świadomie po ten sam wzór - tak było w dwóch powyższych sweterkach - w obu ten sam warkocz.
Też tak macie???
sobota, 23 lipca 2011
Nie byłabym sobą,
gdybym pozwoliła temu szaremu Eskimo leżeć i czekać na swoją kolejkę. Tak bardzo spodobało mi się robienie sweterków od góry według roliczania Antoniny że gdy tylko kupiłam odpowiednie druty - nabrałam na nie 98oczek i po paru godzinach mam tyle
Taka grubość sprawia, że sweterek będzie jest lekko usztywniony na karczku więc będzie się lepiej układać.
Sweterek stosunkowo szybko przybywa na drutach, ale największą udręką jest fakt, że włóczka "nie ślizga się na żyłce" a właściwie na wężyku. Tak bardzo chciałam kupić te druty 6mm, że nie przemyślałam tego jak włóczka będzie się przesuwać pomiędzy drutami. W tym momencie mam 190oczek i już tylko kilka naście
rzędów i będę oddzielać rękawy.
Karczek robię znalezionych kiedyś wzorem warkocza
W poniedziałek nareszcie do pracy - nie umiem sobie wyobrazić tych zaległości, ale dam radę - kto jak nie ja.
Taka grubość sprawia, że sweterek będzie jest lekko usztywniony na karczku więc będzie się lepiej układać.
Sweterek stosunkowo szybko przybywa na drutach, ale największą udręką jest fakt, że włóczka "nie ślizga się na żyłce" a właściwie na wężyku. Tak bardzo chciałam kupić te druty 6mm, że nie przemyślałam tego jak włóczka będzie się przesuwać pomiędzy drutami. W tym momencie mam 190oczek i już tylko kilka naście
rzędów i będę oddzielać rękawy.
Karczek robię znalezionych kiedyś wzorem warkocza

piątek, 22 lipca 2011
Coś nowego i przydatnego
Już nie raz mi się zdarzyło, że najpierw znalazłam coś przydatnego w necie, gdzieś to zapisałam na komputerze i potem tego wiecznie szukałam, po czasie zapominałam, że to w ogóle miałam. Więc tym razem żeby tego nie zgubić wrzucę tutaj - może komuś poza mną też się przyda w robótkowych wojażach.
Znalazłam na youtube.com ciekawy sposób na wyrabianie dziurek - podoba mi się najbardziej dolna linia, do tej pory zawsze strasznie kombinowałam przy robieniu dziurek. Filmik został wrzucony przez knittinghelp
Poniżej moja próbka.
Znalazłam na youtube.com ciekawy sposób na wyrabianie dziurek - podoba mi się najbardziej dolna linia, do tej pory zawsze strasznie kombinowałam przy robieniu dziurek. Filmik został wrzucony przez knittinghelp
Poniżej moja próbka.
czwartek, 21 lipca 2011
W czasie deszczu nie tylko dzieci..........
.......bo i ja się czasami nudzę. Więc, żeby nie wpaść w depresyjny nastrój postanowiłam zajrzeć do ulubionego sklepu z włóczkami, guziczkami, wstążeczkami..... Chciałam tylko zajrzeć żeby sprawdzić czy nie pojawiły się jakieś nowości i........ wyszłam z torbą pełną motków. Niestety już nieraz postanawiałam sobie, że nie będę kupować nowych włóczek dopóki nie skończę poprzednich projektów, ale co tam - tak się do mnie ładnie uśmiechały z półeczek, tak do mnie mrugały. Cóż jestem w końcu kobietą - czasami zdarzają mi się niezaplanowane zakupy. Oj tam...
Guziki strasznie mi się spodobały
będą idealnie pasowały do szarej włóczki Eskimo z Inter-fox.
Jeszcze nigdy z niej nie robiłam, ale mam już pomysł na to co z niej zrobię - grube swetrzysko na późną jesień. W żaden z moich swetrów jesienią już nie wejdę, więc muszę sobie coś szybciutko udłubać - coś co będzie rosło razem ze mną czyli żadnych guzików na wysokości brzucha.
Strasznie spodobał mi się skręt tej włóczki - jest dość gruba - 100g to 125metrów.
Zalecane druty 4,5-5,5mm ale w moim przypadku rzadko się zdarza, że robię na drutach zalecanych przez producenta. Przyszłam do domku i okazało się, że włóczka najlepiej układa się na drutach 6mm i znowu okazja do wyjścia na zakupy - szóstki mam tylko proste, muszę wyskoczyć po żyłkowe. :)
I jeszcze wrzuciłam do koszyka czarną Malwę - kolor taki, który zawsze się przyda, tym bardziej, że nie lubię sweterków w intensywnych kolorach - zdecydowanie wolę włożyć kolorową bluzeczkę pod ciemny, stonowany sweter niż odwrotnie.
Guziki strasznie mi się spodobały
będą idealnie pasowały do szarej włóczki Eskimo z Inter-fox.
Jeszcze nigdy z niej nie robiłam, ale mam już pomysł na to co z niej zrobię - grube swetrzysko na późną jesień. W żaden z moich swetrów jesienią już nie wejdę, więc muszę sobie coś szybciutko udłubać - coś co będzie rosło razem ze mną czyli żadnych guzików na wysokości brzucha.
Strasznie spodobał mi się skręt tej włóczki - jest dość gruba - 100g to 125metrów.
Zalecane druty 4,5-5,5mm ale w moim przypadku rzadko się zdarza, że robię na drutach zalecanych przez producenta. Przyszłam do domku i okazało się, że włóczka najlepiej układa się na drutach 6mm i znowu okazja do wyjścia na zakupy - szóstki mam tylko proste, muszę wyskoczyć po żyłkowe. :)
I jeszcze wrzuciłam do koszyka czarną Malwę - kolor taki, który zawsze się przyda, tym bardziej, że nie lubię sweterków w intensywnych kolorach - zdecydowanie wolę włożyć kolorową bluzeczkę pod ciemny, stonowany sweter niż odwrotnie.
niedziela, 17 lipca 2011
Aktywny odpoczynek
Mój M. zabrał mnie dziś na wycieczkę w góry - niestety zbyt często nam się to nie zdarza - różnica między nami polega na tym, że ja jestem od dzieciństwa przyzwyczajona do aktywnego odpoczynku - z rodzicami bardzo często wyjeżdżaliśmy na wycieczki w góry.
M. natomiast nie umie odpoczywać, nigdy się tego nie nauczył - jego rodzice nigdy nigdzie nie jeździli - cały wolny czas spędzali w domu.
Ale raz na jakiś czas udaje mi się go wyciągnąć na aktywny odpoczynek - tym razem sam zaproponował wyjazd - wie, że potrzebuję ruchu i tęsknię za górami. Więc pojechaliśmy do Ustronia, wjechaliśmy na Czantorię kolejką linową, potem weszliśmy na Wielką Czantorię, zaliczyliśmy taras widokowy a potem zeszliśmy do Ustronia.
Pogoda bardzo nam dopisała - w sam raz na górską wycieczkę - słoneczko grzało porządnie, ale na szczęście wiał bardzo przyjemny wiatr, który znacząco uprzyjemniał wędrówkę. Ludzi oczywiście mnóstwo, coś jak na drodze na Morskie Oko, niestety ciężko mojego M. przekonać do wspinaczek na góry gdzie nie można przynajmniej częściowo wjechać kolejką lub samochodem (ale do tego też go z czasem przekonamy).
Uwielbiam takie wycieczki - przyroda, cudowne widoczki, chciałoby się rzec "cisz i spokój", niestety nie na tak uczęszczanym szlaku ale i tak było bardzo przyjemnie spędzony dzień. Chociaż przyznam szczerze, że przeraża mnie widok niektórych "turystów" na takich szlakach - panie w klapeczkach na obcasiku, w eleganckich sandałkach na cieniutkich paseczkach. Przecież to w końcu szlak turystyczny, oki - 80% drogi pokonuje się kolejką, ale powyżej górnej stacji kolejki do szczytu jest jeszcze 30min drogi po nierównym terenie, usuwających się spod stóp kamieniach. Przepraszam, ale dla mnie to jest zero wyobraźni - w eleganckich sukienkach i w eleganckich sandałkach zapraszam na deptak w Wiśle. Nic mnie tak nie denerwuje jak taki widok, dla mnie to jest brak pokory przed naturą, potem źle się postawi stopę, skręci kostkę i dzwoni po GOPR. Wiem, że przesadzam, ale......
Widok z Wielkiej Czantorii na Równicę w Ustroniu - tam byliśmy wiosną, polecam dla zmotoryzowanych niemogących lub nielubiących się wspinać.
Potem poszliśmy do Sokolarni i miejsca gdzie leczy się znalezione ranne ptaki drapieżne (koło górnej stacji kolejki) za drobną opłatą która wspomaga ich działalność można pooglądać z bliska piękne ptaki. Część z nich lata nade mną "na co dzień" ale widzę je tylko rozpostarte w locie, z daleka. Jeszcze nigdy nie widziałam ich aż z tak bliska.
Śliczna pustułka
Raróg
Orzeł bielik na rehabilitacji
I moja ulubienica - śliczna mała sowa włochatka - śliczny mały ptaszek, nie wiem co mnie w niej urzekło, ale tak jakoś cudacznie kręciła główką.
Bardzo miły dzień - polecam okolice Ustronia, Wisły, Koniakowa - dużo miłych szlaków dla początkujących.
M. natomiast nie umie odpoczywać, nigdy się tego nie nauczył - jego rodzice nigdy nigdzie nie jeździli - cały wolny czas spędzali w domu.
Ale raz na jakiś czas udaje mi się go wyciągnąć na aktywny odpoczynek - tym razem sam zaproponował wyjazd - wie, że potrzebuję ruchu i tęsknię za górami. Więc pojechaliśmy do Ustronia, wjechaliśmy na Czantorię kolejką linową, potem weszliśmy na Wielką Czantorię, zaliczyliśmy taras widokowy a potem zeszliśmy do Ustronia.
Pogoda bardzo nam dopisała - w sam raz na górską wycieczkę - słoneczko grzało porządnie, ale na szczęście wiał bardzo przyjemny wiatr, który znacząco uprzyjemniał wędrówkę. Ludzi oczywiście mnóstwo, coś jak na drodze na Morskie Oko, niestety ciężko mojego M. przekonać do wspinaczek na góry gdzie nie można przynajmniej częściowo wjechać kolejką lub samochodem (ale do tego też go z czasem przekonamy).
Uwielbiam takie wycieczki - przyroda, cudowne widoczki, chciałoby się rzec "cisz i spokój", niestety nie na tak uczęszczanym szlaku ale i tak było bardzo przyjemnie spędzony dzień. Chociaż przyznam szczerze, że przeraża mnie widok niektórych "turystów" na takich szlakach - panie w klapeczkach na obcasiku, w eleganckich sandałkach na cieniutkich paseczkach. Przecież to w końcu szlak turystyczny, oki - 80% drogi pokonuje się kolejką, ale powyżej górnej stacji kolejki do szczytu jest jeszcze 30min drogi po nierównym terenie, usuwających się spod stóp kamieniach. Przepraszam, ale dla mnie to jest zero wyobraźni - w eleganckich sukienkach i w eleganckich sandałkach zapraszam na deptak w Wiśle. Nic mnie tak nie denerwuje jak taki widok, dla mnie to jest brak pokory przed naturą, potem źle się postawi stopę, skręci kostkę i dzwoni po GOPR. Wiem, że przesadzam, ale......
Widok z Wielkiej Czantorii na Równicę w Ustroniu - tam byliśmy wiosną, polecam dla zmotoryzowanych niemogących lub nielubiących się wspinać.
Potem poszliśmy do Sokolarni i miejsca gdzie leczy się znalezione ranne ptaki drapieżne (koło górnej stacji kolejki) za drobną opłatą która wspomaga ich działalność można pooglądać z bliska piękne ptaki. Część z nich lata nade mną "na co dzień" ale widzę je tylko rozpostarte w locie, z daleka. Jeszcze nigdy nie widziałam ich aż z tak bliska.
Śliczna pustułka
Raróg
Orzeł bielik na rehabilitacji
I moja ulubienica - śliczna mała sowa włochatka - śliczny mały ptaszek, nie wiem co mnie w niej urzekło, ale tak jakoś cudacznie kręciła główką.
Bardzo miły dzień - polecam okolice Ustronia, Wisły, Koniakowa - dużo miłych szlaków dla początkujących.
sobota, 16 lipca 2011
Moje wsie życie
Pogoda dzisiaj przepiękna, więc postanowiłam wyruszyć na spacerek z obiektywem, żeby poćwiczyć moje umiejętności. Na razie jestem jedynie adeptem tej sztuki - słucham rad M., który robi piękne półprofesjonalne zdjęcia. Ale jeszcze mi do niego daleeeeko.
A w okolicy mam mnóstwo obiektów i okazji do pstykania. Bo jak w tytule - wiodę sobie od roku "wsie życie". Ja taka miastowa zamieszkałam na wsi - gdyby mi ktoś kilka lat temu powiedział, że codziennie po przebudzeniu będę widział z okna wschód słońca nad polami złocącego się zboża - po prostu bym wyśmiała. Ja urodzona i wychowana w 140 tysięcznym mieście, ja która spędziłam 1,5 roku w Waszyngtonie, ja która podróżowałam pomiędzy New York, Filadelfią a Bostonem zamieszkałam we wsi gdzie liczba mieszkańców wynosi niespełna 1400. Na początku było ciężko, bardzo ciężko, dusiłam się w tej zamkniętej społeczności, z dala od tego świata, który znałam i uwielbiałam. Teraz po roku zaczynam powoli doceniać tę ciszę, tę zieleń, ten spokój, te wschody słońca - jeszcze nie czuję się do końca u siebie, ale już za rok będziemy mieszkać w naszym domku, który właśnie wykańczamy i pewnie poczuję się jak w domu.
To teraz moja wieś w obrazkach
A teraz wild life
Ale najbardziej podoba mi się jedna wizja - M obiecał że jak tylko wprowadzimy się do naszego domku, wybudujemy z tyłu taras, posiejemy piękną trawkę powiesi mi za domem w ogrodzie hamak - już się nie mogę doczekać tych cichych wieczorów z robótką na łonie natury!!
A żeby nie było, że marnuję czas na spacery - to łapki też mam stale zajęte. Sweterek rośnie - w stosunku do oryginału dołożyłam z boczków - pod pachą dwa motywy łańcucha.
A w okolicy mam mnóstwo obiektów i okazji do pstykania. Bo jak w tytule - wiodę sobie od roku "wsie życie". Ja taka miastowa zamieszkałam na wsi - gdyby mi ktoś kilka lat temu powiedział, że codziennie po przebudzeniu będę widział z okna wschód słońca nad polami złocącego się zboża - po prostu bym wyśmiała. Ja urodzona i wychowana w 140 tysięcznym mieście, ja która spędziłam 1,5 roku w Waszyngtonie, ja która podróżowałam pomiędzy New York, Filadelfią a Bostonem zamieszkałam we wsi gdzie liczba mieszkańców wynosi niespełna 1400. Na początku było ciężko, bardzo ciężko, dusiłam się w tej zamkniętej społeczności, z dala od tego świata, który znałam i uwielbiałam. Teraz po roku zaczynam powoli doceniać tę ciszę, tę zieleń, ten spokój, te wschody słońca - jeszcze nie czuję się do końca u siebie, ale już za rok będziemy mieszkać w naszym domku, który właśnie wykańczamy i pewnie poczuję się jak w domu.
To teraz moja wieś w obrazkach
A teraz wild life
Ale najbardziej podoba mi się jedna wizja - M obiecał że jak tylko wprowadzimy się do naszego domku, wybudujemy z tyłu taras, posiejemy piękną trawkę powiesi mi za domem w ogrodzie hamak - już się nie mogę doczekać tych cichych wieczorów z robótką na łonie natury!!
A żeby nie było, że marnuję czas na spacery - to łapki też mam stale zajęte. Sweterek rośnie - w stosunku do oryginału dołożyłam z boczków - pod pachą dwa motywy łańcucha.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























