poniedziałek, 16 września 2013

Kolorowo

Idzie jesień, a ja jeszcze pokażę moje letnie udziergi.
Bluzeczka powstała z mieszanki bawełna+akryl. Bluzeczka miała być żółta, a że okazało się że braknie pół motka, a kolor akurat był niedostępny, musiałam sięgnąć po kolor fioletowy. Myślę że efekt końcowy nie jest taki zły.
Bluzeczka sprawdzona w ekstremalnych warunkach - upalne dni nad morzem - bluzeczka przewiewna, wygodna.
Włóczka: Medusa
Zużycie:2,5 motka
Druty: 4mm

Skończyłam też sweterek którego początki pokazałam tutaj.Sweterek zrobiłam z podwójnej nitki Medusy - sweter okazał się cięższy niż się spodziewałam - zużyłam 700g włóczki. Sweterek jak i bluzeczka powstawał od góry - gdy zorientowałam się, że będzie tak ciężki chciałam zrezygnować, ale nie znoszę pruć, więc brnęłam dalej. A jak się okazało jednak się sprawdza - zwłaszcza teraz w chłodne poranki.
Włóczka: Medusa
Zużycie: 7 motków
Druty: 5mm

Powstał jeszcze sweterek-wdzianko dla mamy - uczyłam się robić taki "warkoczowy kołnierz" + ścieg warkoczowy - oj dużo nerwów mnie on kosztował. Efekt nie powala - jeszcze muszę duuużo potrenować, choć rodzicielce się podoba.

Dla Synowskiego też coś machnęłam - sweterek, który wskoczył na druty z potrzeby chwili - za dwa dni mieliśmy jechać nad morze, a ja miałam dla niego w szafie tylko grube bluzy sportowe i żadnego cienkiego sweterka na chłodniejsze wieczory. Postał szybko i bez komplikacji - włóczka z zasobów domowych. Guziki też kupiłam wieki temu. Synowski nie protestował - czysta bawełna więc nic nie gryzie, a i dziecię się w nim nie przegrzewa.
Włóczka: Camilla 6/4 Madame Tricote
Zużycie: 150g
Druty:3,5mm

Muszę jeszcze wam pokazać moje kolejne próby szycia - moje ściegi nie są jeszcze zupełnie proste, ale i tak jestem zadowolona z efektu.
Synowski jak każdy 2-latek brudzi duże ilości odzieży, a że babcie, z którą spędza czas gdy ja jestem w pracy, nie zważa na to jak dziecko je i pije, wszystkie ciuszki mam zaplamione. Cokolwiek bym nie kupiła wszystko zaplamione - mam w związku z tym odzież "na co dzień" i "od święta". W związku z tym że miałam problem z zakupem spodni "na co dzień" w cenie przezwoitej - muszą  być w takiej cenie skoro i tak wiem, że to kwestia czasu i będą zniszczone. Dlatego też wpadłam na złowieszczy pomysł - wypad do second hand'u - zakup olbrzymiej męskiej bluzy i tak oto powstały z niej dwie pary spodni, których absolutnie nie będzie mi żal jeżeli zostaną zaplamione.
Koszt dwóch par spodni: 2zł (bluza kupiona "na wagę")
Czas powstania: 3h - wiem, długo się "bawiłam" bo to moje pierwsze spodnie!

PS.Dziękuję bardzo za to że mnie odwiedzacie i zostawiacie po sobie komentarza.

piątek, 13 września 2013

Długa przerwa

Nie chcę zaczynać wpisu od słów "dawno mnie nie było", ale spójrzmy prawdzie w oczy - ostatni wpis był w maju!
Od tamtego czasu dużo się działo - już wkrótce nasza rodzinka się powiększy, więc muszę dużo odpoczywać i mniej biegać, a to może się wiązać z większą ilością czasu na przyjemności drutowe!

Na szydełku machnęłam sweterek dla chrześnicy - włóczka z domowych zasobów. Uczę się wyszywać na dzianinie - widać moje nieudolne próby na poniższym sweterku. Trochę koślawe te kwiatki ale Jagodzie akurat się podobały. No i była zachwycona pozowaniem!!!


Z resztek YarnArt Jeans które pozostały mi po kocyku dla Małego machnęłam sukienkę - sprawdziła się zaraz przy pierwszej zabawie - miękka i wygodna. Mam nadzieję że nie pozaciąga się przy dalszej "eksploatacji" - chrześnica jest dość porywczym dzieckiem. Ale jak by się zaciągnęła to jej mama została poinstruowana co ma zrobić z wystającymi nitkami.
Zużyłam 300g włóczki
Druty:3,5mm

Babcia z kolei zażyczyła sobie chustę na jesienne wieczory - trochę było z nią przebojów bo babcie osoba nie najmniejszej postury po pierwszej próbie marudziła, że za mała i nie jest w stanie się nią opasać więc po poprawce na którą na szczęście starczyło włóczki ramiona chusty po rozłożeniu miały 2,5m.
Włóczka z zasobów - bez banderoli - jakaś wełna z domieszką.
Ażur wymyślony na "szybko".
W głowie wiele pomysłów, na drutach jeszcze więcej zaczętych projektów, ale o tym następnym razem - już z większą częstotliwością.

niedziela, 5 maja 2013

Deszczowo-burzowo

Majowy weekend prawie za nami - niestety u nas było bardzo deszczowo - czterodniowy wypad do Zakopanego ze względu na przelotne deszcze i burze przesiedzieliśmy w gorących źródłach i w pokoju hotelowym lub na balkonie. Niestety Maleńki odmawiał jeżdżenia w wózku pod folią przeciwdeszczową - zdecydowanie nie lubi ograniczeń :)
W czasie drzemek udało mi się trochę podrutować - skończyłam sukienkę jesienną dla chrześnicy - kolor tu wyglądający na czerwony w realu jest zupełnie inny. Moja bratowa przyniosła mi dwa motki starego akrylu z zapytaniem czy nie mogłabym czegoś zrobić dla  małej. Żeby dało się na to "coś" patrzeć dołożyłam trochę białej Malwy i wyszła taka tunika/kamizelka na 2,5 latkę robiona od góry na okrągło  - będzie do noszenia jesienią - robiłam podwójną nitką żeby było szybciej. Nie mogłam się doczekać kiedy już pozbędę się z drutów tego koloru.   
Efekt końcowy nawet nie jest taki zły - powstał efekt 3D - białe pasy są robione okrążenie prawe-lewe-prawe-lewe-prawe-lewe

Druty: 4,5mm
Włoczka: stare zapasy - 100g czerwony + mniej niż 100 g Malwa biała (podwójna nitka)


Zabrałam się w końcu za bawełnę - powstaje prosty sweterek z dużym dekoltem robiony od góry - modyfikuję na bieżąco - ma być raczej blisko ciała ale bez przesady, żeby nie ujawniał za dużo "pozostałości po Maleńkim". Co do rękawów koncepcja zmieniała się już parokrotnie - na chwilę obecną maja być szerokie, ale zwężane ku dołowi.
Mam problem z karczkiem - nabierałam oczka w roztargnieniu - tak strasznie chciałam już zacząć robić i postąpiłam jak początkująca drutowaczka - żadnego ściągacza czy ryżu w pierwszym okrążeniu. Mam więc wywijający się brzeg karczku!  Macie może na to jakiś patent co teraz poza ryzykownym pruciem od góry i dorabianiem ściągacza - boje się że mi się rozejdzie reglan.
W sumie mogę to też tak zostawić tylko go podszyć żeby na stałe taki był wywinięty.
  

W tzw międzyczasie uporządkowałam swoje druty na żyłkach - machnęłam szybki futeralik ze starego materiału zasłonowego - sprawdza się rewelacyjnie. Oczywiście już po uszyciu okazało się że mam zdecydowanie za mało przegródek na każdą parę drutów oddzielnie - projektując go nie policzyłam wszystkich drutów które były w zaczętych robótkach. Ale przecież druty się nie pogryzą - mieszkają więc parami. Szycie na maszynie dopiero się uczę więc wprawne oko wychwyci od razu braki w sztuce.



Dziękuję Wszystkim za odwiedzinki i komentarze.
Pozdrawiam majowo

sobota, 6 kwietnia 2013

Podwójny pierwszy raz

Nie będę się rozpisywać o tym jak to dawno mnie nie było, ile to u mnie zaszło zmian - powiem w skrócie - przeprowadziliśmy się naszego domku, wróciłam do pracy, synuś rośnie zdrowo - wszystko układa się po naszej myśli.
Jako mama 16 miesięcznego Gentelman'a jestem w ciągłym niedoczasie, ale nie próżnuję robótkowo - jak już Maleńki śpi, wszystko jest ogarnięte, umyte i wyprane oddaję się choć chwili relaksu.
W skrócie ostatnie robótki.
Sweterek z Panem Misiem. Pierwsza robótka kolorowa (nie licząc poziomych pasów) czyli wrabiane obrazki. Długo się do tego zabierałam, ale poszukałam, poczytałam i jakoś poszło. Misia znalazłam bez schematu i mając tylko zdjęcie gotowego swetra, powiększając obraz do mega rozmiarów liczyłam oczka - wyszedł bardzo bliski oryginału.
 
Włóczka: Baby Red Heart
Zużycie: niecałe 150g (3 motki) - podwójna nitka
Druty: 4,5mm

Zbliżenie na Pana Misia.

Kolejna jest Zebra - sweter został tak nazwany przez mojego M., choć nie uległam jego namowom by dorobić do kaptura uszy, ale może jeszcze zmienię zdanie. Wdzięczna robótka - szybka, bo znowu podwójna nitka - chciałam gruby sweterek na wiosnę, który będzie można włożyć pod kamizelkę w chłodniejsze dni. Niestety nie mogłam się jeszcze przekonać czy spełnia swoje zadanie. W tym projekcie też jest coś nowego - po raz pierwszy robiłam kaptur - jak zawsze "na czuja" i wyszedł, nieskromnie się przyznając, idealny, pięknie leży.
Włóczka: Malwa
Zużycie: 200g (podwójna nitka)
Druty: 5,0mm

Maleńki nie miał ochoty na sesję w mamy "dłubaninach" więc wykorzystałam moment żeby pokazać że rzeczy które robię poza tym że są, nadają się też do użytku. O tym kocyku pisałam tu. Jest z nami już przeszło rok - wiele przeżył - gryzienie podczas ząbkowania, ciąganie po schodach, najeżdżanie kołami wózka i dziesiątki prań, ale dzielnie się trzyma - nie widać żadnych kłaczków, powyuciąganych nitek czy naciągniętych rogów. Włóczka JEANS YARN ART zdecydowanie przeszła włóczkowy crash test.
Ale z racji bycia pełnoprawną Panią Na Włościach skupiam się też na formach dekoracyjno-użytkowych. Filetowa zazdroska w wersji letniej zdobi okno kuchenne. Jak zawsze - projekt własny. Powyżej wisi firanka - nowy pomysł na zajęcie paluchów - M. na Bożenarodzenie zakupił mi pięknej urody maszynę do szycia więc uczę się szyć prosto. Co jak się okazuje wcale nie jest takie łatwe - moje ściegi pozostawiają jeszcze wiele do życzenia, ale praktyka czyni mistrza - wszystkie okna w domu mają firany i nie narzekają na jakość szwów.



poniedziałek, 11 czerwca 2012

Oj tam, oj tam czyli na własną głupotę nie ma lekarstwa

Skończyłam szaraczka - skoro mamy Euro, to trzeba rączki czymś zająć bo samo patrzenie na mecz mnie nudzi, ale już z robótką na kolanach to inna sprawa. Jednak nie będę go blokować - zdecydowanie wolę jak sweter jest taki 3D, a w dodatki z racji tego, że to mieszanka 40% wełna + 60% akryl nie będę ryzykować nieudanego blokowania.
Na plecach jest warkocz, który zaczyna się na lewym mankiecie, biegnie przez plecy i kończy się na prawym mankiecie, ten sam warkocz jest na rękawach od strony wewnętrznej.
Kilka możliwości upięcia kołnierza.




Oczywiści już zabrałam się za nowe drutowanie - pojawiła się następna wizja sweterka letniego - złapałam za Divę Alize cieniowaną, rozliczyłam oczka, żeby robić od góry, przerobiłam kilka rzędów, stwierdziłam, że przymierzę na Tośce i jakież było moje zdziwienie i nieukrywana złość na własną głupotę. Otóż okazało się, że źle rozliczyłam oczka i listwa z oczkami na guziki wyjdzie mi asymetrycznie - masz babko placek - musisz pruć - następnym razem sprawdź dwa razy zanim się rozpędzisz z przerabianiem. 

Ale Diva bardzo dobrze schodzi mi z drutów (pomimo cienkich jak dla mnie drutów - 3,5mm, ja zdecydowanie preferuję 4-5mm) więc się nie zniechęcam, bo podoba mi się jak się układają kolory.

piątek, 8 czerwca 2012

Szaraczek

Kończę kolejny sweterek - taki znalazłam w necie i tak się jakoś zakochałam. Sweterek robiony ze zdjęcia, więc jest w nim dużo twórczości własnej. Robiony w poprzek, bezszwowo - udało się o dziwo bez prucia, brakuje jeszcze tylko kilka rzędów kołnierza i będę blokować. Mieszanka wełna + akryl - mam nadzieję, że dobrze się zblokuje.


 Na dole jest piękny wzór liści, który dopiero po blokowaniu jeszcze bardziej zostanie podkreślony. Na plecach i na rękawach warkocze - tak już mam uwielbiam pleść wszelkie warkoczowate - może dlatego, że na głowie na żaden warkocz nie ma szans - zwłaszcza teraz, gdy w włosy wypadają lub są wyrywane przez mojego Gigi.

Włóczka: Czterdziestka z Arelan
Zużycie: 6 motków
Druty: 3,5 mm


A jak tam Wasze przygotowania do Euro, bo my już jesteśmy gotowi do kibicowania.

wtorek, 5 czerwca 2012

Kamizelka dla maleńkiego

Mój malec od samego początku dobrze śpi w nocy - zasypia koło 19:00 po obowiązkowej kąpieli i karmieniu, więc ja po ogarnięciu mieszkania, prasowaniu, zmywaniu.... zawsze wygospodaruję kulka minut dla siebie a oto efekt.
Kamizelka początkowo miała być swetrem, ale przecież mój facecik nie lubi zakładać rękawów więc powstał cieplutki bezrękawnik na chłodniejsze wieczory.

 Maleńkie guziczki
Włóczka: 1,5 motka akryl dla baby, z zapasów, niestety bez banderolek - kupiona rok temu na sweterek dla innego malca, który okazał się być dziewczynką.
Druty:3,5mm




wtorek, 29 maja 2012

Przez długie miesiące spędzone w domu na przymusowym zwolnieniu lekarskim trochę tego nadłubałam. Całe szczęście, że wróciłam do formy i teraz mogę się cieszyć moimi dłubankami.

Najpierw trochę koloru dodanego do mojej szafy:
Włóczka: Sonata 4 motki
Plecy są zupełnie proste - wszystko odsłaniają 


Do tego bluzeczki, które udowadniają, że szydełko też nie jest mi obce, chociaż zdecydowanie wolę druty.
Ta nadaje się raczej do noszenia na wiosnę lub jesień z jakimś golfikiem czy bluzką - poszalałam z głębokością dekoltu. 

Ta ze wzorem ananasów chodziła za mną dłuższy czas, ale bałam się, że nie dam sobie rady z rozliczeniem ilości motywów, bo jak zawsze robiłam wg własnego pomysłu, z głowy.

I na koniec totalna klapa - sweterek z Kocurka - robiło się świetnie, w miarę szybko, ale już po pierwszym mimo, że bardzo delikatnym praniu ręcznym sweter wygląda jak krowie wyciągnięty z gardła. Co mnie podkusiło, żeby kupić Kocurka - wiem, piękny kolor który wołał mnie z półki w sklepie. Przecież już się kiedyś na Kocurku przejechałam. No nic, trzeba przeboleć i machnąć jakich inny na otarcie łez.

poniedziałek, 28 maja 2012

Zaległości


Zaczęłam ten kocyk gdy dowiedziałam się, że pojawi się nowy człowiek który będzie mówił do mnie "mama". Najpierw się zapaliłam do roboty, potem brakło włóczek, jak już przyjechały, to jakoś mi się odechciało, no a potem to już świat się wywrócił do góry nogami i cały czas poświęcałam maleńkiemu. Wreszcie udało się go skończyć - w sumie to służy nam już od 3 miesięcy, ale jakoś zapomniałam się nim pochwalić. Jest cieplutki gdy jest zimno i cieniutki gdy jest gorąco - taki w sam raz.
Może służyć do spania

Może służyć jako peleryna dla taty w chłodne dni

Może służyć do zabawy i jako idealny sposób na swędzące dziąsła - smakuje chyba też nieźle.


Wymiary: 110x110cm
Włóczka: JeansYarnArt
Zużycie: po 4 motki z każdego koloru - zostały mi małe końcóweczki.

Po długiej przerwie


Strasznie dawno mnie nie było, ale bardzo dużo się działo - wciąż realizuję się jako mama i tylko dlatego się jakoś trzymam. Mój M. w marcu miał poważny wypadek samochodowy - miesiąc w szpitalach, operacja stawu biodrowego, porażenie nerwu strzałkowego i strasznie dużo bólu. Cierpiał z bólu i łzy płynęły mu niekontrolowane, leżał 4 tygodnie płasko w łóżku, a ja musiałam być silna i nie dać po sobie poznać, że serce mi krwawi gdy patrzę na jego cierpienie. Teraz nadal nie ma go z nami w domu - od 5 tygodni jest w szpitalu rehabilitacyjnym, ale wszystko idzie w dobrym kierunku - jest zdeterminowany i ma dla kogo walczyć, więc będzie dobrze.
My z Szymonem już się dogadujemy i mam nawet chwilę dla siebie, którą po porządkach, praniu i gotowaniu poświęcam na........ dłubanki. Ostatni dłubaniec to sweterek z Pearl w kolorze pudrowego różu.
Sweterek prezentuję na Tośce - prezent jaki sobie zrobiłam na mój pierwszy Dzień Matki - od dawna planowałam, ale zawsze są ważniejsze wydatki. A prezent od syna musiałam przyjąć!!! ;)